Fotosy do filmu „Robert i Bertrand”

Dodano: 09.12.2013

Fotosy to zdjęcia wykonane na planie filmowym. Są publikowane w prasie, używane w reklamach i na plakatach filmowych. Przed wojną często fotosy były wieszane w gablotach przy wejściach do kin. Pokazują poszczególne sceny z filmu, jednak ponieważ są to materiały promocyjne, najczęściej są specjalnie upozowane i różnią się od ujęć wykorzystanych w filmie.

Jakiś czas temu w serwisie Fototeka zamieściliśmy fotosy do filmu Robert i Bertrand. W dzisiejszym artykule pokażemy Wam niektóre z nich i porównamy z odpowiadającymi im kadrami z filmu.














 

Więcej fotosów do Roberta i Bertranda oraz do innych polskich filmów w naszym serwisie Fototeka.


 

Tagi: ,

Ten wpis został opublikowany 09.12.2013 o 06:17 i jest zaszufladkowany do kategorii Aktualności.
09.12.2013 dodano przez: miłośnik polskich przedwojennych

Świetnie! Zwłaszcza, że z filmu „Robert i Bertrand” :D Czy zamieszczone w artykule kadry z filmu, pochodzą z zeskanowanych kopii nitro? Jakość o wiele lepsza, niż dotychczas znamy ;)

09.12.2013 dodano przez: Michał Pieńkowski

Nie wszystkie. Te niebieskie, najbardziej zniszczone (1, 4, 5, 6, 12 i 13) pochodzą z kontrnegatywu na taśmie aceto, kadry 2 i 3 pochodzą ze zwiastuna na aceto, natomiast sceny porwania Ireny i tańca w karczmie są z taśmy nitro.
Jakość jest lepsza, bo to co dotychczas było znane jest skopiowane z tego materiału, a każde kopiowanie niestety wiąże się z utratą jakości. Dlatego korzystamy z najstarszych dostępnych materiałów.

09.12.2013 dodano przez: miłośnik polskich przedwojennych

A czy tylko marzeniem jest, żeby po renowacji, obraz filmu był takiej jakości jak fotosy? ;)

11.12.2013 dodano przez: Michał Pieńkowski

Niestety tak…
Zwłaszcza kiedy film jest tak mocno zniszczony jak ten. Ale fotosy zawsze były i nadal są dużo lepszej jakości niż film.
Żeby film doprowadzić do takiej jakości jak fotosy, musielibyśmy „odmalowywać” każdą klatkę niemal od nowa, a to już byłaby bardziej animacja niż rekonstrukcja :)
Zresztą naszym naczelnym zadaniem jest doprowadzić film do pierwotnej postaci, a wiemy, że aż tak dobrze nigdy nie wyglądał. Takie ulepszanie na siłę i przedobrzenie byłoby swego rodzaju fałszowaniem historii.

11.12.2013 dodano przez: Rafał Skibicki

Jak podajecie na stronie projektu, fotosy wykonała firma „Stephot”.
Atelier: Warszawa, ul. Marszałkowska 73. Czy dobrze kojarzę nazwisko kierownika: Marek Frankfurt http://filmpolski.pl/fp/index.php/1112743

11.12.2013 dodano przez: Michał Pieńkowski

Tu mnie Pan zagiął… Tak z głowy nie odpowiem, muszę poszukać.

11.12.2013 dodano przez: fototeka

Fajne zestawienia. Gdzie jest dzbanek w scenie przy stole??:))

11.12.2013 dodano przez: Michał Pieńkowski

Dobre pytanie :)

11.12.2013 dodano przez: miłośnik polskich przedwojennych

Czołówka do filmu nie zachowała się. Czy można przypuszczać, że motyw, wykorzystany w zwiastunie, jest motywem z oryginalnej czołówki, tylko z innymi napisami?

12.12.2013 dodano przez: Michał Pieńkowski

Zwiastuny najczęściej były utrzymane w tej samej szacie graficznej co czołówka filmu (pewnie dla oszczędności), więc myślę, że napisy do „Książątka” mogły wyglądać podobnie. Zapewne obsada była podana w nieco innej formie: listy ról i nazwisk, bez określeń typu wesoły amant, piękna uwodzicielka itd.

12.12.2013 dodano przez: miłośnik polskich przedwojennych

A czy w na postawie zwiastunu do „Roberta i Bertranda”, przy renowacji filmu, odtworzono jego czołówkę?

12.12.2013 dodano przez: Michał Pieńkowski

Bardzo trafne pytanie i do tego bardzo na czasie, bo właśnie na dniach bierzemy się za odtworzenie czołówek do „Roberta i Bertranda” i „Księżnej łowickiej”. W pierwszej kolejności będziemy ustalać ich zawartość merytoryczną, za szatę graficzną weźmiemy się dopiero później. Szczerze mówiąc nie pomyśleliśmy o tym, żeby skorzystać ze zwiastuna, ale to może być jakaś myśl. Ze zwiastunem do „Roberta i Bertranda” mogą być dwie trudności: po pierwsze nie zawiera on obsady (tak jak w Książątku) i w ogóle ma dość mało napisów, składa się głównie z fragmentów filmu. Po drugie jest to zwiastun ze Stanów Zjednoczonych. Musimy go dokładnie zbadać. Jeśli okaże się, że jest to polski zwiastun wywieziony i dystrybuowany w USA – śmiało możemy się nim zainspirować. Jeśli natomiast jest to zwiastun wyprodukowany już w USA, powinniśmy być ostrożni, bo może się bardzo różnić od potencjalnego polskiego oryginału.

Dzięki za ciekawy pomysł!

13.12.2013 dodano przez: darek

A czy jest szansa nabycia filmów z waszych zbiorów w wersji dvd.
Większość jest wręcz nieosiągalna w sprzedaży.

14.12.2013 dodano przez: Michał Pieńkowski

Chcielibyśmy wydać wszystkie filmy objęte naszym projektem, ale niestety będziecie Państwo musieli uzbroić się w cierpliwość. Przede wszystkim na przeszkodzie stoi to co zwykle, czyli… pieniądze. Cały czas szukamy sponsorów na wydanie filmów. W przypadku „Roku 1863” już nam się udało. Poza tym prace nad filmami nadal trwają, pierwsze dziesięć będzie gotowe do pokazywania najprawdopodobniej na wiosnę.
Jeśli chodzi o trzy główne filmy, które poddaliśmy pełnej rekonstrukcji, sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana. „Mania” jest filmem niemieckim i nie mamy do niego praw. Poza tym „wyprodukowanie” tych trzech filmów było finansowane z Unii, więc nie możemy na nich zarabiać, co prowadzi do dziwnej sytuacji, w której możemy je wydać, ale nie możemy sprzedawać. Te sprawy finansowania to dla mnie czarna magia, i niestety nie umiem Panu tego wyjaśnić.
Ale cały czas walczymy, może uda się ten przepis jakoś zręcznie ominąć.

16.12.2013 dodano przez: miłośnik polskich przedwojennych

Czy ostatni zamieszczony w artykule kadr jest odzyskany z dotychczas znanej kopii, czy z kontrnegatywu aceto, który zawiera scenę powrotu głównych bohaterów do więzienia?

16.12.2013 dodano przez: Michał Pieńkowski

Obie odpowiedzi są poprawne:) Znana dotychczas kopia filmu powstała właśnie z tego kontrnegatywu.
Proces kopiowania filmów polega na tym, że zawsze z pozytywu uzyskujemy negatyw, a z negatywu pozytyw. Kiedy po wojnie trafiła do nas jakaś kopia eksploatacyjna przedwojennego filmu, wykonywaliśmy z niej negatyw (tzw. kontrnegatyw – w odróżnieniu od negatywu z kamery) jako materiał zabezpieczający. Dopiero z tego kontrnegatywu wykonywane były kopie eksploatacyjne wyświetlane w kinach czy udostępniane telewizji. My w ramach projektu korzystamy w miarę możliwości z jak najstarszych materiałów, bo każde kopiowanie dość znacznie obniżało jakość.
W przypadku tego materiału ta przedwojenna taśma (a raczej jej fragmenty) nie dotrwała do naszych czasów, więc skanujemy wykonany z niej kontrnegatyw.

17.12.2013 dodano przez: miłośnik polskich przedwojennych

W znanej dotychczas kopii filmu, niestety mocno zatarł się podział na akty, z uwagi na wielkie ubytki. Czy ten nowy 13-minutowy materiał na nitro jest jednym z aktów w całości, czy to fragmenty kilku aktów?

17.12.2013 dodano przez: Michał Pieńkowski

Ten materiał jest w miarę spójnym fragmentem, ale to trochę więcej niż jeden akt. Jeden akt to rolka mająca do 300 metrów, natomiast ten fragment ma 369 metrów.

Podział na akty jest zatarty nie tylko ze względu na ubytki. W tych latach fabuła filmu po prostu już nie była dzielona na akty. Dawniej, jeszcze w epoce niemej, kiedy filmy miały w sobie jeszcze sporo z teatru, ich fabuła była dzielona na akty podobnie jak sztuki sceniczne. Z nadejściem kina dźwiękowego zmieniła się kompozycja filmu. Od tej pory podział na akty to już właściwie tylko kwestia techniczna, a samo słowo „akt” stosowane jest po prostu z przyzwyczajenia, mimo że nie oznacza już etapu rozwoju akcji, a tylko kolejną rolkę taśmy.

21.12.2013 dodano przez: miłośnik polskich przedwojennych

W filmie „Pieśniarz Warszawy”, wuj Eustachy ma psa rasy dog. Czy wiedzą Państwo, czy ten pies, to w rzeczywistości Sambo, którego właścicielem był Eugeniusz Bodo, czy zupełnie inny? ;)

21.12.2013 dodano przez: Michał Pieńkowski

Oczywiście to Sambo we własnej osobie!
Równo dwa lata temu napisałem o tym artykulik do grudniowego numeru miesięcznika „Mój pies”. U boku swego pana Sambo wystąpił także w filmie „Wiatr od morza”.