Płyta gramofonowa – pierwszy nośnik dźwięku filmowego

Dodano: 13.08.2012

Wszyscy już na pewno wiecie w jaki sposób na taśmie filmowej utrwalany jest ruchomy obraz. Jednak obraz to nie wszystko. Dziś dowiecie się w jaki sposób zapisywano dźwięk do filmu.

Projekcja filmu niemal od zawsze była widowiskiem dźwiękowym, jednak ilustracja muzyczna każdorazowo wykonywana na żywo nie oddawała pełni wrażeń słuchowych. Ludzie dążyli do trwałego połączenia obrazu z odpowiadającym mu dźwiękiem. Pierwsze eksperymenty z filmem dźwiękowym miały miejsce jeszcze pod koniec XIX w. Filmowano śpiewaków i jednocześnie nagrywano ich śpiew na wałek fonograficzny lub płytę gramofonową. W ten sposób powstawały krótkie filmy, które można nazwać prateledyskami. Niestety, ówczesna technologia była jeszcze na bardzo niskim poziomie i jakość nagrań pozostawiała wiele do życzenia, zwłaszcza że używano fonografów i gramofonów akustycznych, tzn tubowych, nie mających głośników ani wzmacniaczy. Największym problemem było zsynchronizowanie taśmy filmowej i płyty gramofonowej podczas projekcji. Niemal zawsze dźwięk rozjeżdżał się z obrazem i efekt artystyczny był raczej marny.

Z biegiem czasu technikę udoskonalano. Filmy dźwiękowe mogły być coraz dłuższe. Pierwszym powszechnie stosowanym systemem zapisu dźwięku do filmów był Vitaphone (z greckiego: „żywy dźwięk”) opracowany przez niewielką wówczas amerykańską wytwórnię Warner Bros. Wykorzystywał płyty gramofonowe, z których każda mieściła ilustrację muzyczną do jednego aktu filmu, a więc ok. 11 minut. Płyty takie wykonane były z szelaku, miały ponad 40 cm średnicy i odtwarzane były z prędkością 33 i 1/3 obrotu na minutę. Wymyślano kolejne sposoby, aby urządzenia odtwarzające obraz i dźwięk były ze sobą sprzężone i działały zależnie od siebie, co pomogło wyrównać prędkość odtwarzania. Niestety nadal było wiele problemów. Duże i ciężkie płyty były niewygodne w użyciu, dodatkowo, wykonane z kruchego materiału, łatwo się łamały i tłukły. Poza tym kiedy taśma filmowa się zerwała, po wykonaniu sklejki ulegała skróceniu (brakowało krótkiego kawałeczka) i przestawała pasować do zapisu dźwięku. Czasem zdarzało się, że taśma w projektorze zeskoczyła z zębatek, a płyta dalej płynnie odtwarzała ścieżkę dźwiękową. Efekt nadal był ten sam: rozsynchronizowanie obrazu i dźwięku. Świetnym przykładem problemów, na jakie napotykali ówcześni filmowcy jest fragment filmu Deszczowa piosenka (Singing ih the Rain) z 1952 roku:

To właśnie przy użyciu Vitaphonu realizowane były pierwsze polskie filmy dźwiękowe. Niektóre z nich, m.in. pierwszy polski film dźwiękowy Moralność pani Dulskiej, czy Janko Muzykant z 1930 roku, znamy jako filmy nieme. Płyty z zapisaną ilustracją muzyczną uległy zniszczeniu i nie dotrwały do naszych czasów. Niewykluczone, że takie płyty jednak przetrwały i znajdują się w prywatnych kolekcjach. Jeśli wiecie cokolwiek na ten temat – prosimy, dajcie nam znać!

Pod koniec lat dwudziestych wymyślono sposób na zapisywanie obrazu razem w dźwiękiem, ale o tym napiszemy w następnym artykule.

Tagi: ,

Ten wpis został opublikowany 13.08.2012 o 08:58 i jest zaszufladkowany do kategorii Historia techniki filmowej.
13.08.2012 dodano przez: Roma

Ciezkie byly poczatki ale w filmie fantastycznie to przedstawiono. Caly film znakomicie pokazuje tamte pionierskie proby. Ciekawe czy odnajda sie plyty z dzwiekiem do naszych polskich filmow.
Fajna robote maja filmografowie przy rewitalizacji starych filmow obysmy tylko mieli okazje obejrzenia efektow.
Trzymam kciuki